Курсовая работа: T-17) Półpancerze praktyczne

 

Jestem starym subiektem i widziałem w swoim życiu wiele towarów niechodliwych, ale żeby aż tak… Gdy otwieraliśmy paczki z ostatniego transportu — błysk metalu pozwalał przypuszczać, że są to aluminiowe garnki. Tymczasem — diabli wiedzą co się stało w dystrybucji czy planowaniu. Nasz Dom Towarowy otrzymał czterysta nowych półpancerzy, model XVI wiek, używany swego czasu przez landsknechtów. Zdaje się, że były one przeznaczone do rekwizytorni jakiegoś teatru, ale nawet gdyby tak było, to po co jednemu teatrowi tyle półpancerzy?

Nie było jednak rady. Towar jest towarem i musi być sprzedany. Kole­ga nasz, Eugeniusz, którego uważaliśmy za specjalistę od reklamy, umie­ścił kilka półpancerzy na wystawie, zaopatrując je sloganami:

«Półpancerze w każdym domu», «Jeśliś harcerz — kup półpancerz», «Nie pomoże koń ni wieża — jeśli nie masz półpancerza» (hasło dla szachistów)

Na razie jednak nikt nie żądał półpancerzy. Przeciwnie — klienci od­nosili się do półpancerzy z lekceważeniem, a nawet z wesołością. Nie po­mogły dalsze pociągnięcia kolegi Eugeniusza, który ogłosił, że co dzie­siąty półpancerz, nabyty w naszym Domu — wygrywa w charakterze premii czapeczkę krakowską z pawim piórem, a co dwunasty — piórnik z napisem: «Pamiątka z Zakopanego». Tymczasem zbliżałsię okres remanentów i sytu­acja stawała się poważna.

Wtedy właśnie zgłosił się do nas staruszek, który w zamian za udostę­pnienie mu kupna czajniczka do herbaty podjął się sprzedać cały zapas półpancerzy. Propozycja została przyjęta.

Staruszek zaczął od tajnej konferencji z panem Eugeniuszem, a naza­jutrz, w godzinach największego ruchu, zjawił się w PDT, podszedł do la­dy i rzekł do kolegi Genia:

— Proszę dwadzieścia półpancerzy.

— Niestety, sprzedajemy tylko po dwie sztuki.

— Ale ja potrzebuję dwadzieścia sztuk.

— Niestety, wykluczone.

Jako pierwszy zwrócił na nich uwagę posępny blondyn ze złamanym no­sem. Zatrzymał się obok i słuchał ciekawie.

— Panie, chociaż piętnaście, ja mam dzieci — błagał staruszek.

— Nie mogę, łaskawy panie, nie mogę — biłsię w piersi sprzedawca. Już po chwili otaczał ich mały tłumek. Pośrodku klęczał staruszek i ze łzami w oczach prosił o pięć sztuk półpancerzy. Eugeniusz zasłaniał oczy rękoma,lecz nie ustępował.

— Gdzie się pan pcha?! — zawołał nagle posępny blondyn. Na drugi dzień, gdy przechodziłem obok tandety, zauważyłem posępne­go blondyna, który wołał monotonnie:

— Plastyczne, elastyczne, półpancerze praktyczne!!! W czasie przerwy obiadowej przybiegł do mnie kolega Eugeniusz, zady­szany, w przekręconym krawacie i prosił o pomocnika. Sprzedano pierwsze partie półpancerzy. Niektórzy wychodzili od nas błyszcząc kadłubami odzianymi w stal, z wyrazem zadowolenia na twarzach, inni natomiast, tylko w marynarkach, wymykali się upokorzeni, obiecując sobie jednak przyjść nazajutrz.

Zapas był na wyczerpaniu. W parku, na ulicach, zaczęli pojawiaćsię młodzi ludzie w eleganckich półpancerzach, którzy spotkawszy znajomych mrużyli jedno oko i mówili niedbale:

— Gdzie kupiłem? Prywatnie. Kosztowało? Nooo, naturalnie. Staruszek został moim przyjacielem i chętnie spędzaliśmy czas na po­gawędkach. I pewnego razu, kiedy łowiliśmy ryby w Wiśle, usłyszeliśmy taką rozmowę:

— Dokąd to pani idzie, pani Modrzejewska?

— Do PeDeTu!

— Po co! Tam nic nima! Byłam wczoraj, pytałam się o te półpancerze. Nima, słyszała pani? Nima, nima!

(Sławomir Mrożek)

 

146.Proszę zrobić pytania do tekstu “Półpancerze praktyczne” (5 — 10).

еще рефераты
Еще работы по истории